Fałszywy bank i Blik pod presją - poznańska policja wylicza triki oszustów

3 min czytania
Fałszywy bank i Blik pod presją - poznańska policja wylicza triki oszustów

Telefon od rzekomego banku, wiadomość od znajomego i obietnica szybkiego zysku - to dziś jedne z najczęstszych przynęt, po które sięgają oszuści. W poznańskich komisariatach Policji przybywa zawiadomień o podobnych próbach wyłudzeń, a sprawcy coraz częściej korzystają z technicznych sztuczek i presji czasu.

Jednym z najgroźniejszych chwytów pozostaje spoofing telefoniczny. Oszust potrafi tak podmienić prezentowany numer, by na ekranie pojawiła się nazwa banku, urzędu albo innej instytucji, która budzi zaufanie. Wtedy rozmówca wygląda wiarygodnie, choć w rzeczywistości próbuje wyciągnąć dane do logowania, informacje o saldzie, a nawet skłonić do pilnego przelewu na obcy rachunek. Policja przypomina, że prawdziwy bank nie każe ratować pieniędzy przez przekazanie ich na inne konto ani przez zatwierdzanie kodów Blik.

Jeśli pojawia się choć cień wątpliwości, rozmowę trzeba przerwać i samodzielnie zadzwonić na oficjalny numer banku albo urzędu. Funkcjonariusze ostrzegają też przed podszywaniem się pod służby mundurowe. Oszuści grają wtedy na emocjach, mówią o zagrożeniu majątku, wypadku albo pilnej potrzebie pomocy, a całość opierają na jednym celu - wymuszeniu szybkiej decyzji. Najczęściej takie schematy uderzają w rodziców i dziadków, bo przestępcy liczą na ich odruch pomocy rodzinie.

Kolejna grupa oszustw przeniosła się do internetu. Fałszywe wiadomości e-mail, SMS-y i komunikatory społecznościowe służą do wyłudzania pieniędzy pod pozorem inwestycji, zakupów albo pilnej prośby od znajomego. Często pojawia się prośba o szybki przelew Blikiem, ale zanim ktoś wykona transakcję, powinien zweryfikować nadawcę innym kanałem kontaktu. Oszuści przejmują konta znajomych i wysyłają wiadomości tak, by wyglądały na autentyczne. W takich sytuacjach pomaga zwykły telefon albo rozmowa wideo.

Niebezpieczne są też aplikacje do zdalnej obsługi urządzenia, takie jak AnyDesk, TeamViewer czy RustDesk. Jeśli ktoś podaje się za pracownika banku albo urzędnika i każe je instalować, powinna zapalić się czerwona lampka. Taki program daje przestępcy dostęp do ekranu telefonu lub komputera, a to otwiera drogę do przejęcia konta i pieniędzy. Oszuści tworzą również strony inwestycyjne, które pokazują fikcyjne zyski i nieprawdziwy stan rachunku, by nakłonić ofiarę do kolejnych wpłat.

Policja zwraca uwagę także na grupy inwestycyjne prowadzone w komunikatorach takich jak Telegram czy WhatsApp. Tam pojawia się obietnica szybkiego zarobku, a na początku ofiara dostaje niewielki, pozorny zysk, co ma ją przekonać do większych wpłat. Później zaczyna się presja kolejnych przelewów, a gdy pojawia się próba wypłaty, oszuści żądają następnych pieniędzy. W praktyce kontakt się urywa, a oszczędności znikają.

Przy codziennym korzystaniu z sieci pomaga kilka prostych zasad. Należy sprawdzać, czy strona ma certyfikat HTTPS, choć sam certyfikat nie daje pełnej gwarancji bezpieczeństwa. Warto też włączać uwierzytelnianie dwuskładnikowe, bo samo hasło już nie wystarcza, gdy trafi w niepowołane ręce. Policjanci przestrzegają również przed publicznymi sieciami Wi-Fi, zwłaszcza gdy ktoś loguje się do banku albo wpisuje dane wrażliwe.

Jeżeli ktoś padnie ofiarą oszustwa, powinien niezwłocznie poinformować Policję. Gdy telefon od rzekomych służb każe przygotować duże sumy pieniędzy, trzeba zadzwonić pod 112 albo samodzielnie skontaktować się z jednostką, która rzekomo miała prowadzić sprawę. To nie jest zwykła fala internetowych trików, tylko dobrze ułożona gra na zaufaniu, strachu i pośpiechu - a właśnie na takich emocjach oszuści zarabiają najwięcej.

na podstawie: Policja Poznań.

Autor: krystian