Śluby panieńskie bez farsowej maski i pytanie o współczesną męskość

Śluby panieńskie bez farsowej maski i pytanie o współczesną męskość

FOT. Urząd Miasta Poznania

Na scenie Teatru Polskiego Fredro nie trafia do bezpiecznej, kostiumowej gabloty. „Śluby panieńskie” stają się tu pretekstem do rozmowy o stereotypach, przemocy i tym, jak dziś rozumie się męskość. Twórcy nie szukają lekkiej, salonowej anegdoty, tylko mocniejszego napięcia między dawnym tekstem a współczesnym językiem opisu relacji między płciami. To propozycja dla dorosłych widzów, która zamiast ukłonu w stronę tradycji wybiera wyraźny spór z utartym widzeniem Fredry.

  • Fredro czytany przez współczesne napięcia
  • Męskość pokazana bez wygodnych odpowiedzi

Fredro czytany przez współczesne napięcia

W centrum tego przedstawienia nie stoi już wyłącznie komediowy mechanizm znany z klasyki. Reżyser Andrzej Błażewicz wraz z zespołem szuka w tekście Aleksandra Fredry punktów, które pozwalają mówić o czymś znacznie bardziej aktualnym niż dworska gra pozorów. Chodzi o stereotypy, które przez lata wracały w teatrze i filmie niemal bez oporu, a także o wzorce zachowań powielane tak długo, że zaczęły uchodzić za naturalne.

W tym ujęciu „Śluby panieńskie” przestają być jedynie szkolną lekturą w kostiumie. Zyskują ciężar rozmowy o przemocy symbolicznej i o tym, jak łatwo scena potrafi utrwalać podział ról zamiast go podważać. Twórcy nie odcinają się od Fredry, lecz wydobywają z niego materiał do dyskusji o tym, co w starych opowieściach wciąż domaga się korekty.

Męskość pokazana bez wygodnych odpowiedzi

Najmocniej wybrzmiewa tu temat męskości. Spektakl przygląda się jej nie jako gotowemu wzorcowi, lecz jako obszarowi pełnemu pęknięć, napięć i sprzecznych oczekiwań. Pojawia się pytanie o to, co dziś znaczy być mężczyzną, gdy dawny patriarchalny model coraz częściej zderza się z innym sposobem mówienia o relacjach, odpowiedzialności i władzy.

W opisie twórców ważne miejsce zajmuje także perspektywa szersza niż tradycyjnie rozumiana heteronormatywność. To sygnał, że przedstawienie nie zamyka się w jednym, prostym konflikcie, lecz próbuje otworzyć więcej drzwi niż zwykle zostaje uchylonych w interpretacjach Fredry. Taki kierunek sprawia, że spektakl nie jest lekką wariacją na temat klasyki, ale próbą postawienia pytań o tożsamość, język i granice odziedziczonych ról.

Dla widza oznacza to wieczór bardziej wymagający niż standardowa komedia z repertuaru. Tu nie ma miejsca na bezpieczne odczytanie i łatwy śmiech. Jest za to propozycja spojrzenia na dobrze znany tytuł z nowej strony — tej, która dziś bywa w teatrze najciekawsza.

na podstawie: UM Poznań.

Ilustracja wykorzystana w artykule została pobrana z zewnętrznego źródła (Urząd Miasta Poznania). W przypadku zastrzeżeń dotyczących praw do zdjęcia prosimy o kontakt.