„Podręcznik lizania ran” nie głaszcze po głowie - i właśnie dlatego działa.

„Podręcznik lizania ran” nie głaszcze po głowie - i właśnie dlatego działa.

FOT. Kultura Poznań

W poznańskim WBPiCAK ukazał się drugi tom poetycki Zu Witkowskiej. „Podręcznik lizania ran” nie prowadzi czytelnika najkrótszą drogą - raczej wciąga go w labirynt obrazów, które odsłaniają sens dopiero po chwili. 📖

  • „Podręcznik lizania ran” każe biec dalej mimo zadyszki
  • Zu Witkowska prowadzi przez ból bez poetyckiego znieczulenia

„Podręcznik lizania ran” każe biec dalej mimo zadyszki

To książka zbudowana na napięciu. Wiersze nie zawsze zatrzymują się w wygodnym miejscu, a metafory nie podają znaczeń na tacy. Zamiast szybkiego olśnienia pojawia się lektura wymagająca skupienia - trzeba wracać do wersów, sprawdzać ich rytm, łączyć obrazy i godzić się z tym, że nie wszystko wyjaśni się od razu.

Właśnie w tej nieoczywistości tkwi siła drugiego tomiku Zu Witkowskiej. Tekst sprawia wrażenie lirycznej zadyszki: myśli przyspieszają, obrazy nakładają się na siebie, a czytelnik zostaje wciągnięty w ruch, który nie pozwala wygodnie się rozsiąść. 🩹

Zu Witkowska prowadzi przez ból bez poetyckiego znieczulenia

„Podręcznik lizania ran” sugeruje czułość, ale nie oferuje prostego ukojenia. To raczej poetycka próba dotknięcia tego, co bolesne, drażliwe i jeszcze niezasklepione. Czytanie przypomina zrywanie strupów - nieprzyjemne, czasem ostre, a jednak podszyte satysfakcją odkrywania tego, co ukryte pod powierzchnią.

Tom ukazał się nakładem WBPiCAK w Poznaniu i najlepiej działa wtedy, gdy da się mu czas. Nie jako zbiór zdań do szybkiego podkreślenia, lecz jako książka do przejścia od początku do końca - nawet jeśli po drodze kilka razy trzeba złapać oddech. ✍️

na podstawie: Kultura Poznań.

Ilustracja wykorzystana w artykule została pobrana z zewnętrznego źródła (Kultura Poznań). W przypadku zastrzeżeń dotyczących praw do zdjęcia prosimy o kontakt.