Rewolta niesie bunt i rodzinny pęknięcie w rytmie Maanamu

Rewolta niesie bunt i rodzinny pęknięcie w rytmie Maanamu

FOT. UM Poznań

Na poznańskiej scenie historia nie ma tu spokojnego oblicza. „Rewolta” łączy dramat Poznańskiego Czerwca 1956 roku z muzycznym nerwem, który od pierwszych taktów przyspiesza puls. W programie Malta Festival 2026 to propozycja, która nie opowiada o buncie z dystansu – raczej wciąga widza w sam środek sporu o godność, pracę i prawo do normalnego życia.

  • Maanam zamiast dekoracji, bunt zamiast ozdoby
  • Franek i Mietek po dwóch stronach tej samej historii

Maanam zamiast dekoracji, bunt zamiast ozdoby

„Rewolta” została pomyślana jako spektakl muzyczny osadzony w realiach Poznańskiego Czerwca. Twórcy nie traktują piosenek Maanamu jak eleganckiej oprawy, lecz jak pełnoprawny komentarz do wydarzeń. Ich punkowa energia ma prowadzić opowieść przez napięcie, frustrację i narastający sprzeciw wobec systemu, który obiecywał równość, a w codzienności dawał głód, wycisk i upokorzenie.

W centrum tej historii stoi powojenny Poznań – miasto jeszcze poorane śladami wojny, a już przygniatane przez nowy porządek. Praca w fabryce oznacza tu nie tylko ciężki wysiłek, lecz także życie pod presją wyśrubowanych norm i głodowych zarobków. Spektakl pokazuje ten świat bez upiększeń: jako miejsce, w którym zwykłe potrzeby stają się luksusem, a codzienność zaczyna przypominać powolne zużywanie człowieka.

Franek i Mietek po dwóch stronach tej samej historii

Oś fabuły tworzy rodzinna relacja, która szybko zamienia się w spór o wszystko. Franek, wojenny rozbitek i dawny nauczyciel, trafia po wojnie do fizycznej pracy przy maszynie. W jego spojrzeniu ludzie powinni być sobie równi. To prosta, ale mocna wiara, zderzona z rzeczywistością zakładu i językiem władzy, który mówi o wspólnym dobru, a w praktyce oczekuje posłuszeństwa.

Naprzeciwko niego staje Mietek – brat, ale też człowiek systemu, wysoko postawiony aparatczyk przekonany, że porządek ma sens, a niezadowolenie robotników wynika z niezrozumienia wielkiej zmiany. Właśnie ten rodzinny konflikt nadaje spektaklowi szczególną temperaturę. Nie chodzi już tylko o politykę i historię, lecz o pęknięcie przy stole, w mieszkaniu, między dwoma braćmi, którzy patrzą na ten sam świat i widzą coś zupełnie innego.

Twórcy umieszczają tę intymną historię na szerokim tle zbiorowego oporu. Dzięki temu „Rewolta” nie zamyka się w prywatnym dramacie. Rozwija się w opowieść o mieście, które zaczyna mówić głośniej niż dotąd, i o ludziach, którzy z dnia na dzień przestają godzić się na rolę trybików w cudzym planie.

W opisie spektaklu pobrzmiewa wyraźnie, że to nie będzie tylko sentymentalny powrót do 1956 roku. To raczej próba zrozumienia, jak rodzi się sprzeciw i dlaczego czasem zaczyna się on od spraw najbardziej podstawowych – chleba, pracy, szacunku. Właśnie dlatego „Rewolta” może mocno wybrzmieć także dziś.

na podstawie: Urząd Miasta Poznania.

Ilustracja wykorzystana w artykule została pobrana z zewnętrznego źródła (UM Poznań). W przypadku zastrzeżeń dotyczących praw do zdjęcia prosimy o kontakt.