Nenia - poznańska dziewczyna, która pod wózkiem woziła opór

3 min czytania
Nenia - poznańska dziewczyna, która pod wózkiem woziła opór

FOT. Kultura Poznań

W Poznaniu wraca historia, która nie daje się czytać bez ścisku w gardle. Przez Cyryla, wirtualne muzeum historii miasta, znów oglądamy losy Ireny Bobowskiej, zwanej Nenią - bohaterki młodej, świetnie wykształconej i nieugiętej mimo choroby. 🙂

  • Nenia z Gimnazjum im. Dąbrówki nie pozwoliła chorobie wyciszyć swojej energii
  • W Pobudce ukryła konspirację pod siedzeniem wózka
  • Z Fortu VII do Cyryla wróciły jej rysunki, grypsy i pamięć miasta

Nenia z Gimnazjum im. Dąbrówki nie pozwoliła chorobie wyciszyć swojej energii

Irena Bobowska, czyli domowa Nenia, urodziła się w 1920 roku jako córka Zofii Bobowskiej z domu Kraszewskiej i Teodora Bobowskiego, powstańca wielkopolskiego. Gdy miała dwa lata, ciężka postać polio odebrała jej sprawność nóg - odtąd poruszała się na wózku inwalidzkim, a sparaliżowane nogi podtrzymywały metalowe szyny.

To jednak nie zatrzymało jej na dłużej. Dwa pierwsze lata nauki spędziła w domu, a potem została uczennicą Gimnazjum im. Dąbrówki. Była przyjazna, pogodna, bardzo zdolna, świetnie się uczyła i pięknie rysowała. Działała w harcerstwie i w Towarzystwie Czytelni Ludowych, a z jej inicjatywy na Os. Warszawskim, gdzie od 1936 roku mieszkała rodzina Bobowskich, powstała biblioteka dla dzieci 📚

W Pobudce ukryła konspirację pod siedzeniem wózka

Kiedy w 1939 roku nad Poznaniem i całą Polską zawisło widmo wojny, Nenia zgłosiła się ochotniczo do formacji “żywych torped”. Wiedziała, że choroba ogranicza jej możliwości, ale nie chciała stać z boku. Krótko po wybuchu II wojny światowej weszła do ruchu oporu i przyjęła pseudonim “Wydra”.

Jeszcze w listopadzie 1939 roku zaczęła działać konspiracyjna gazetka “Pobudka”. Pismo było organem Poznańskiej Organizacji Zbrojnej, a potem - po połączeniu z innymi podziemnymi strukturami - Wojskowej Organizacji Ziem Zachodnich. Na jego łamach demaskowano niemiecką propagandę i podawano wiadomości z nasłuchu radiowego prowadzonego w mieszkaniu Romana Kwiatkowskiego na Jeżycach.

Nenia nie była tylko nazwiskiem w stopce. Redagowała teksty, powielała gazetkę i roznosiła ją, chowając pod siedzeniem swojego wózka inwalidzkiego. Ten obraz zostaje w pamięci szczególnie mocno - bo tu opór naprawdę miał konkretne, codzienne kształty.

Z Fortu VII do Cyryla wróciły jej rysunki, grypsy i pamięć miasta

Niemcy szybko trafili na trop konspiracyjnej siatki. W czerwcu 1940 roku gestapo aresztowało Nenię, Romana Kwiatkowskiego i pozostałych współpracowników gazety. Najpierw trafiła do Fortu VII, potem do więzienia we Wronkach, gdzie odebrano jej wózek. Wtedy zaczął się najcięższy rozdział tej historii - była bita, głodzona i zmuszana do czołgania się po celi po betonie. Jej inwalidztwo nie budziło współczucia, tylko jeszcze większą brutalność oprawców.

A jednak nawet stamtąd wysyłała do domu grypsy, czyli nielegalne listy. Nie skarżyła się w nich, pisała rzeczowo, czasem nawet z odrobiną humoru. Rysowała, układała wiersze i myślała o bliskich. Jeden z nich - „Bo ja się uczę największej sztuki życia…” - wyniesiono za mury przez współwięźniarkę, a potem trafił aż do obozu w Oświęcimiu, gdzie dawał otuchę innym więźniarkom.

W kwietniu 1941 roku Nenię przewieziono do więzienia Berlin Alt-Moabit. Później, 12 sierpnia 1942 roku, stanęła przed sądem razem z dwoma współpracownikami “Pobudki”. Zapadł wyrok śmierci. W ostatnim słowie nie prosiła o łaskę. Napisała jeszcze dwa listy - do sądu, z prośbą o ułaskawienie kolegów z redakcji, i do matki. Nie zdążyła ich wysłać.

Wyrok wykonano 26 września 1942 roku w więzieniu Plötzensee w Berlinie. Miała zaledwie 22 lata. O tym, że jej historia nie zniknęła, zdecydowała pamięć ludzi, którzy po wojnie zbierali okruchy jej życia. W 1999 roku Stefania Tokarska-Kaszubowa, przyjaciółka siostry Heleny i także Dąbrówczanka, wydała o Neni niewielką książeczkę, uzupełnioną zdjęciami, grypsami i listami przechowywanymi przez rodzinę.

Później przyszła kolej na gest poznański i bardzo konkretny. Dzięki pamięci Dąbrówczanek w 2012 roku skwer na narożniku ulic Przybyszewskiego i Dąbrowskiego w Poznaniu otrzymał imię Neni Bobowskiej. Dziś tę opowieść rozwija Cyryl - wirtualne muzeum historii Poznania - pokazując nie tylko kilka zdjęć, ale też kilkadziesiąt więziennych rysunków i grypsów. I właśnie one mówią o Neni czasem więcej niż jakiekolwiek fotografie. 🕯️

na podstawie: Kultura Poznań.

Autor: krystian