Janina Lewandowska wraca z cienia. Jej losy wciąż nie dają spokoju

Janina Lewandowska wraca z cienia. Jej losy wciąż nie dają spokoju

FOT. Powiat Poznański

W Lusowie znów wybrzmiała historia, która łączy rodzinny mit, wojnę i długo skrywaną prawdę. Janina Lewandowska – lotniczka, śpiewaczka, radiotelegrafistka i ofiara Katynia – powróciła do rozmów dzięki książce Agaty Puścikowskiej. To życiorys tak gęsty od zwrotów, że sam prosi się o film, ale tu każdy detal oparty jest na twardych faktach i żmudnym docieraniu do źródeł.

  • Biografia, która wymyka się prostym etykietom
  • Od katyńskiej mogiły do identyfikacji po latach

Biografia, która wymyka się prostym etykietom

Janina Lewandowska urodziła się 22 kwietnia 1908 roku w Charkowie. Była najstarszą córką generała Józefa Dowbora Muśnickiego, a zarazem jedną z tych postaci, których nie da się zamknąć w jednym zawodzie ani w jednej roli. Znała scenę, lotnictwo i wojskowy rygor. Była śpiewaczką, pianistką, później także spadochroniarką i porucznikiem pilotem Wojska Polskiego.

Jej życie przyciąga uwagę nie tylko dlatego, że było niezwykłe. Ważne jest też to, jak mocno splatało się z historią Polski. Po wybuchu II wojny światowej ruszyła na front jako radiotelegrafistka. Po 17 września 1939 roku trafiła do sowieckiej niewoli. Tam urywa się jej osobista opowieść, a zaczyna jedna z najbardziej przejmujących kart katyńskiej zbrodni. Lewandowska była jedyną kobietą zamordowaną w Katyniu.

Agata Puścikowska, której biografia nosi tytuł „Lotniczka”, wraca do tych wątków z dużą uważnością. Zadaje pytania nie tylko o fakty, lecz także o człowieka ukrytego za legendą. O relacje w rodzinie Dowbor-Muśnickich. O miłość. O ucieczkę przed czymś, co nie dawało jej spokoju. O to, czy potrafiła odnaleźć szczęście, zanim historia przecięła jej drogę.

Od katyńskiej mogiły do identyfikacji po latach

Losy Janiny Lewandowskiej nie skończyły się wraz z wojną. Jej ciało odnaleźli Niemcy podczas ekshumacji mogił katyńskich w 1943 roku. Po wojnie czaszka, wraz z kilkoma innymi, trafiła do Wrocławia . Tam profesor Bolesław Popielski przez dziesięciolecia ukrywał ją przed UB i NKWD, nie ujawniając pochodzenia szczątków. Dopiero tuż przed śmiercią, w 1997 roku, opowiedział o sprawie swoim współpracownikom.

Potem rozpoczęło się mozolne składanie tożsamości z rozproszonych śladów. W maju 2005 roku, dzięki fotografiom pozyskanym od Towarzystwa Pamięci Generała Józefa Dowbora Muśnickiego i zastosowaniu superprojekcji, udało się potwierdzić, że jedna z czaszek należała właśnie do Janiny Lewandowskiej. To odkrycie domknęło długi i bolesny rozdział, ale też nadało jej historii nowy ciężar. Nie była już tylko nazwiskiem z listy ofiar. Stała się konkretną osobą, z twarzą, rodzinnym tłem i własnym, urwanym życiorysem.

Właśnie wokół tej prawdy toczyło się spotkanie w Muzeum Powstańców Wielkopolskich w Lusowie. Zanim rozpoczęła się rozmowa o książce, odbyły się uroczystości przy grobie Dowbor Muśnickich na pobliskim cmentarzu, gdzie spoczywa fragment czaszki Janiny. Ten gest miał wymiar symboliczny, ale i bardzo ludzki. Zamknięcie kręgu pamięci. Powrót do miejsca, w którym historia nie jest abstrakcją, tylko czyjąś rodziną, czyimś imieniem i czyimś niedokończonym życiem.

Puścikowska podkreślała, że do książki dotarła dzięki szerokiemu kwerendowemu poszukiwaniu źródeł. Jej zdaniem „tylko prawda jest ciekawa”. I właśnie ta zasada najlepiej tłumaczy sens całego przedsięwzięcia. W przypadku Janiny Lewandowskiej nie chodzi wyłącznie o wzruszającą biografię. Chodzi o odtwarzanie pamięci z fragmentów, o wyciąganie z cienia osoby, której los długo był zasłaniany przez wojenną ciszę.

na podstawie: Powiat Poznański.

Ilustracja wykorzystana w artykule została pobrana z zewnętrznego źródła (Powiat Poznański). W przypadku zastrzeżeń dotyczących praw do zdjęcia prosimy o kontakt.