Deszczówka w kanalizacji to kosztowny błąd, a Poznań stawia na retencję

Deszczówka w kanalizacji to kosztowny błąd, a Poznań stawia na retencję

FOT. Urząd Miasta Poznania

Największy problem podczas ulew zaczyna się często tam, gdzie nikt nie zagląda – w przyłączach na prywatnych posesjach. Aquanet przypomina w Poznaniu, że deszczówka nie powinna trafiać do kanalizacji sanitarnej, bo wtedy sieć pracuje ponad miarę i szybko traci drożność. To właśnie takie pomyłki potrafią wywołać awarie, cofki i presję na cały układ odprowadzania ścieków. Coraz ważniejsze staje się więc zatrzymywanie wody opadowej na miejscu, bo w Wielkopolsce każda kropla ma dziś większe znaczenie niż jeszcze kilka lat temu.

  • Rynny podłączone do kanalizacji robią największy kłopot
  • Gdy deszcz miesza się ze ściekami, skutki wychodzą poza jedną posesję
  • Poznań coraz mocniej zatrzymuje wodę tam, gdzie spada

Rynny podłączone do kanalizacji robią największy kłopot

W wielu miejscach problem zaczyna się od rzeczy pozornie banalnych – rynny wpiętej do kanalizacji sanitarnej, studzienki deszczowej połączonej z przyłączem ściekowym albo odpływu, który wychodzi poza ogrodzenie i kieruje wodę tam, gdzie nie powinien. Monika Pielach, kierowniczka Działu Technologii Ścieków w Aquanecie, zwraca uwagę, że takie rozwiązania nadal się zdarzają.

„Niestety, w wielu miejscach wciąż obserwujemy nieprawidłowe praktyki – rynny podłączone do kanalizacji sanitarnej lub wychodzące poza ogrodzenie, studzienki deszczowe połączone z przyłączami ściekowymi czy wypływy wód opadowych do systemu, który powinien przyjmować wyłącznie ścieki bytowe”.

Prawo mówi wprost, że deszczówka nie może trafiać do kanalizacji sanitarnej. Wynika to z art. 9 ustawy o zbiorowym zaopatrzeniu w wodę i zbiorowym odprowadzaniu ścieków. Właściciel nieruchomości odpowiada więc za to, jak odprowadza wodę z dachu, podjazdu czy podwórza.

Na obszarach, gdzie nieprawidłowe podłączenia są szczególnie częste, można spodziewać się kontroli. Spółka korzysta wtedy z kilku metod sprawdzania sieci:

• wprowadzania dymu technicznego
• barwienia wody
• obserwacji wylotów kanalizacji
• inspekcji kamerą

Jeśli kontrola wykaże nieprawidłowości, właściciel musi liczyć się z konsekwencjami finansowymi i administracyjnymi. Dla mieszkańców to sygnał prosty i dość niewygodny – odwodnienie posesji nie jest sprawą „na później”, tylko elementem, który wpływa na działanie całego systemu.

Gdy deszcz miesza się ze ściekami, skutki wychodzą poza jedną posesję

Kłopot nie kończy się na przeciążonej sieci. Jeśli do kanalizacji deszczowej trafiają ścieki bytowe, zużyte oleje albo chemikalia, zanieczyszczenia mogą później wrócić do środowiska razem z wodą odprowadzaną dalej – do rzek, jezior i gleby. To już nie jest tylko kwestia techniczna, ale także zdrowotna i środowiskowa.

Podczas intensywnych opadów ilość wody trafiającej do sieci potrafi być wielokrotnie większa od jej przepustowości. Wtedy nawet dobrze działająca infrastruktura zostaje postawiona pod ścianą. System, który ma odbierać ścieki bytowe, zaczyna pracować jak przelew bez kontroli, a to oznacza ryzyko awarii i przeciążeń w całym układzie.

Hanna Madajczyk, prezes Aquanet Retencja, przypomina, że w regionie nie chodzi już wyłącznie o wygodę czy estetykę:

„Retencjonowanie wody przestaje być już tylko ekologiczną rekomendacją, a staje się koniecznością”.

To zdanie dobrze oddaje sytuację w Wielkopolsce. Polska ma jedne z najniższych zasobów wodnych w Europie, a region należy do najszybciej wysychających w kraju. Gdy susza przeplata się z krótkimi, gwałtownymi nawałnicami, sens zyskuje prosta zasada – zatrzymać wodę tam, gdzie spadła, zamiast bezpowrotnie odsyłać ją do kanalizacji.

Taki sposób myślenia ma też bardzo praktyczny wymiar. Zebrana deszczówka może posłużyć do podlewania ogrodu, sprzątania, prania czy spłukiwania toalet. Każdy taki litr to mniej zużytej wody pitnej i mniejsze obciążenie dla sieci.

Poznań coraz mocniej zatrzymuje wodę tam, gdzie spada

W mieście ten kierunek widać coraz wyraźniej. Trwa budowa zbiornika retencyjnego na Łacinie, a podobny obiekt w rejonie ul. Krajenieckiej ma zostać rozbudowany. W przygotowaniu jest też projekt leśnej retencji, czyli nawadniania lasów wodami opadowymi z kanalizacji deszczowej.

Miasto planuje również częściowe odkrycie dawniej skanalizowanych cieków, takich jak Bogdanka, Piaśnica czy Obrzyca. Do tego dochodzą rozwiązania mniejsze, ale widoczne na co dzień – ogrody deszczowe i zielone dachy, które pojawiają się coraz częściej i pomagają wodzie wracać do gruntu zamiast pędzić do kanałów.

To właśnie ten kierunek prowadzi do efektu „miasta-gąbki” – układu, który nie próbuje walczyć z każdą falą deszczu betonem i rurami, tylko rozprasza wodę i daje jej czas, by wsiąkła albo została wykorzystana ponownie. Przy dzisiejszych ulewach to nie brzmi już jak modny slogan, ale jak jedyna rozsądna odpowiedź na pogodę, która coraz częściej testuje granice miejskiej infrastruktury.

na podstawie: Urząd Miasta Poznania.

Ilustracja wykorzystana w artykule została pobrana z zewnętrznego źródła (Urząd Miasta Poznania). W przypadku zastrzeżeń dotyczących praw do zdjęcia prosimy o kontakt.