Happy End" – czechosłowacka parodia, którą trzeba zobaczyć, by uwierzyć

Happy End" – czechosłowacka parodia, którą trzeba zobaczyć, by uwierzyć

Co by było, gdyby film o mordercy puścić od końca i przekonać widza, że to zupełnie inna historia? W Poznaniu szansa na seans, który burzy wszelkie reguły narracji.


Do tej pory cykl pokazów czechosłowackich parodii filmowych skupiał się na rozśmieszaniu przez naśladowanie konkretnych gatunków. Tym razem organizatorzy zmieniają strategię. “Happy End” z 1967 roku to dzieło, którego nie da się zamknąć w żadnej szufladce – ani komedii romantycznej, ani kryminału, ani nawet klasycznej parodii.

Oldřich Lipskiego, reżyser znany z kultowego “Lemoniadowego Joe”, wraz ze scenarzystą Milošem Macourkiem (“Kto chce zabić Jessię?”) stworzyli eksperyment formalny bez precedensu. Główny bohater to rzeźnik skazany na ścięcie za zamordowanie żony i jej kochanka. Ale to dopiero początek – albo raczej koniec.

  • Film puszczony wspak, dialogi na opak

Film puszczony wspak, dialogi na opak

Cała magia tkwi w konstrukcji. Produkcję wyświetla się od tyłu, przy czym narracja z offu uparcie twierdzi, że wszystko dzieje się we właściwej kolejności. Ścięcie staje się narodzinami. Więzienie – szkołą. Walizka z rozczłonkowaną żoną? Zestawem do samodzielnego poskładania. Im dalej w seans, tym bardziej absurd nabiera logiki własnej.

W roli głównej Vladimír Menšík – twarz znana miłośnikom czeskiej klasyki jako barman z Trigger Whiskey Saloonu czy niezapomniany pan Kolbaba wysyłający wszystkich “do Chuchli”.

Organizatorzy celowo nie zdradzają więcej szczegułów fabuły. Twierdzą, że każde dodatkowe zdanie psuje efekt. W przypadku “Happy End” niewiedza rzeczywiście jest częścią doświadczenia.

na podstawie: UM Poznań.