Uwaga! Upał (komunikat RSO)

Malta rozgrywa się w ciałach, duchach i morzu, które milknie

Malta rozgrywa się w ciałach, duchach i morzu, które milknie

FOT. Kultura Poznań

Festiwal Malta w Poznaniu lubi wytrącać z prostych skojarzeń: raz trzyma widza niemal na wyciągnięcie ręki od performerów, innym razem wciąga go w świat mickiewiczowskich widm, a chwilę później przerzuca do operowej wizji po klimatycznej katastrofie. Ten zestaw pokazuje, że taniec, teatr i muzyka na Malcie potrafią mówić jednym, niepokojąco współczesnym językiem. 🎭

  • 22.06 - “No More Units Than Meaning” - Sala pod Zegarem
  • 22.06 - “Dziady II” - Polski Teatr Tańca
  • 23.06 - “La Mort de la Mer” - Sala Wielka CK Zamek
  • “No More Units Than Meaning” wciąga w neonowy krajobraz nadmiaru
  • “Dziady II” przypominają, że teatr potrafi mówić o pamięci bardzo cicho
  • “La Mort de la Mer” zamienia CK Zamek w sen o stracie i klimacie

“No More Units Than Meaning” wciąga w neonowy krajobraz nadmiaru

W 22.06, w Sali pod Zegarem wszystko zaczyna się od światła, które zamiast ozdabiać scenę, mocno ją naciska. Karolina Wyrwał i Marcin Motyl budują performans „No More Units Than Meaning” na ruchu, który raz jest płynny, raz poszarpany, a raz niemal zastyga w geście podobnym do rzeźby.

To właśnie tu najmocniej wybrzmiewa pomysł „krajobrazu nadmiaru” - świata, w którym ciało próbuje nadążyć za rytmem, a jednocześnie zaczyna się od niego odklejać. Muzyka Paula Tinsleya nie tylko towarzyszy ruchowi, ale tworzy dla niego osobną przestrzeń, gęstą i napiętą. W efekcie scena staje się miejscem walki, przeciążenia i chwilowego zawieszenia, w którym ciało wraca samo do siebie.

W tym performansie ważne jest też to, że nic nie zostaje domknięte na siłę. Artyści zostawiają widzowi sporo miejsca na własne odczytanie, a słowo „glitch” działa tu jak mały zgrzyt w całym systemie - moment, w którym ciało przestaje być maszyną do działania, a zaczyna odzyskiwać sprawczość. ✨

“Dziady II” przypominają, że teatr potrafi mówić o pamięci bardzo cicho

22.06, w Polskim Teatrze Tańca Monika Błaszczak prowadzi widzów w stronę świata, który zna każdy, kto choć raz zetknął się z „Dziadami”, ale robi to językiem tańca i obrazu. Na scenie pojawia się Guślarka, a wraz z nią duchy Józia i Rózi, Złego Pana, Zosi i Tajemniczego Widma.

Na pierwszy plan wychodzi prostota scenografii - długie białe kotary zmieniają się z czasem w ekran, zasłonę i przestrzeń zadumy. Duże znaczenie mają też kostiumy Tomasza Armady: czerwony strój Guślarki i lekkie, beżowe tkaniny duchów układają się tak, by podkreślić ich ulotność. Spektakl nie zatrzymuje się jednak na Mickiewiczu - dorzuca także wątki o obecności w cyfrowym świecie i o tym, jak bardzo potrafią nas uwierać narzucone standardy piękna.

Najmocniej zostaje jednak finałowy gest zaproszenia publiczności do wypowiedzenia własnej intencji. Imię bliskiej, zmarłej osoby i to, co chciałoby się jej oddać, można było wyszeptać Guślarsce, a potem zobaczyć odpowiedź tancerza lub tancerki w ruchu. To był ten rodzaj teatralnej chwili, po której sala nie tyle wybucha, co cichnie na dłużej. 🫧

“La Mort de la Mer” zamienia CK Zamek w sen o stracie i klimacie

23.06, w Sali Wielkiej CK Zamek „La Mort de la Mer” w reżyserii Bianci Casady, z udziałem Justyny Wasilewskiej, rozciąga się gdzieś między operą, performansem i instalacją. To także wyraźny powrót CocoRosie do Poznania po dwóch dekadach, ale tu nostalgia szybko ustępuje miejsca obrazom bardziej mrocznym i bardziej współczesnym.

Spektakl startuje właściwie jeszcze przed zajęciem miejsc. Widzowie wchodzą w przestrzeń, w której aktorzy krążą wokół sceny, a potem sami stają się częścią ruchu, podążając wyznaczonymi ścieżkami. Nad całością unoszą się dwie figury - Księżyc i Morze - a opowieść rozwija się wolno, wokół symboli, niedopowiedzeń i skojarzeń. Najmocniej wybrzmiewa tu temat kryzysu ekologicznego, ale obok niego stale wracają też pamięć, żałoba i utrata.

Czasem jednak ta gęstość zaczyna przytłaczać. W spektaklu mnożą się pieśni, monologi i sceny taneczne, a symbolika rozlewa się szeroko, nie zawsze pozwalając uchwycić rdzeń opowieści. Zostaje obraz świata, w którym morze nie jest już spokojnym horyzontem, tylko miejscem pożegnania - i właśnie to zostaje w głowie najdłużej. 🌊

Malta znów pokazuje swoje ulubione napięcie - między bliskością a oddaleniem, między ciałem a obrazem, między opowieścią a tym, co wymyka się słowom. I chyba właśnie dlatego te trzy wieczory tak dobrze się ze sobą składają.

na podstawie: Kultura Poznań.

Ilustracja wykorzystana w artykule została pobrana z zewnętrznego źródła (Kultura Poznań). W przypadku zastrzeżeń dotyczących praw do zdjęcia prosimy o kontakt.