Cabaret na poznańskiej scenie – blask klubu kryje mroczny finał

Cabaret na poznańskiej scenie – blask klubu kryje mroczny finał

FOT. Urząd Miasta Poznania

Wieczór w Teatrze Muzycznym zaczyna się od obietnicy zabawy, ale „Cabaret” szybko zdejmuje z niej cekinową maskę. Na poznańskiej scenie wraca musical, który z klubowego półmroku prowadzi prosto do historii o lęku, uwodzeniu i polityce wchodzącej na parkiet bez zaproszenia. W centrum pozostają Sally Bowles i Cliff Bradshaw – para ludzi próbujących złapać oddech w Berlinie, który traci dawną swobodę. To opowieść znana, lecz wciąż bolesna, bo jej finał nie daje się oszukać ani piosenką, ani światłem reflektorów.

  • Kit Kat Club błyszczy, ale nie pozwala zapomnieć o ciemności
  • Sally Bowles i Cliff Bradshaw stoją na granicy beztroski i lęku
  • Poznańska inscenizacja opiera się na mocnej klasyce musicalu

Kit Kat Club błyszczy, ale nie pozwala zapomnieć o ciemności

W mrocznych podziemiach klubu Kit Kat Mistrz Ceremonii wita publiczność słowami:

„Willkommen, bienvenue, welcome! Proszę zostawić troski na zewnątrz!”

To brzmi jak zaproszenie do lekkiego, nocnego widowiska, ale właśnie w tym tkwi siła „Cabaretu” – pod rozrywką natychmiast zaczyna pracować niepokój. Kabaretowy blichtr nie przykrywa tu rzeczywistości, tylko ją podkreśla. Każda piosenka, każdy układ i każda konferansjerka działają jak cienka warstwa lakieru na świecie, który zaraz zacznie pękać.

Sally Bowles i Cliff Bradshaw stoją na granicy beztroski i lęku

Historia Sally Bowles, brytyjskiej aktorki i tancerki kabaretowej, oraz Cliffa Bradshawa, amerykańskiego pisarza szukającego materiału do książki, rozgrywa się w Berlinie początku lat 30. XX wieku. To miasto jeszcze tętni kosmopolityczną energią, ale pod powierzchnią już narasta napięcie. Twórcy musicalu prowadzą tę opowieść tak, by miłość nie odrywała się od historii. Przeciwnie – to właśnie historia ściska bohaterów najmocniej.

Z czasem widać coraz wyraźniej, że osobiste wybory bohaterów dzieją się w cieniu czegoś znacznie większego. Nad wolnym dotąd miastem, a później nad całą Europą, przesuwa się widmo nazizmu. W „Cabarecie” nie trzeba tego dopowiadać nachalnie. Wystarczy spojrzeć, jak zmienia się rytm scen i jak szybko zabawa przestaje być ucieczką, a staje się ostatnim odruchem świata, który nie chce przyjąć do wiadomości nadchodzącego końca.

Poznańska inscenizacja opiera się na mocnej klasyce musicalu

Za „Cabaretem” stoją twórcy, których nazwiska są dla musicalu ważnym punktem odniesienia – libretto przygotował Joe Masteroff, muzykę skomponował John Kander, a teksty piosenek napisał Fred Ebb. W poznańskiej realizacji słychać też polskie tłumaczenia Kazimierza Piotrowskiego i Wojciecha Młynarskiego, co nadaje całości znajomy rytm, a jednocześnie pozwala zachować ostrze oryginału. Reżyserię powierzono Łukaszowi Brzezińskiemu.

Premiera odbyła się 6 września 2025 roku w Teatrze Muzycznym w Poznaniu. To ważne, bo „Cabaret” nie działa wyłącznie jako wspomnienie klasyki. Na scenie liczy się precyzja, tempo i wyczucie kontrastu – między rozbawieniem a lękiem, między błyskiem a cieniem. Właśnie dlatego ten musical wciąż trafia w czuły punkt. Nie opowiada tylko o dawnym Berlinie. Pokazuje, jak łatwo świat potrafi zatańczyć na krawędzi, zanim sam zorientuje się, że grunt znika spod nóg.

na podstawie: UM Poznań.

Ilustracja wykorzystana w artykule została pobrana z zewnętrznego źródła (Urząd Miasta Poznania). W przypadku zastrzeżeń dotyczących praw do zdjęcia prosimy o kontakt.