Poznań nie czeka na deszcz i uczy się zatrzymywać każdą kroplę

4 min czytania
Poznań nie czeka na deszcz i uczy się zatrzymywać każdą kroplę

FOT. UM Poznań

Światowy Dzień Wody przypomina, że ten sam żywioł potrafi brakować i szkodzić jednocześnie. W Poznaniu widać to wyjątkowo wyraźnie – miasto należy do suchszych w kraju, a jednocześnie coraz częściej mierzy się z ulewą spadającą nagle i z ogromną siłą. Odpowiedź nie brzmi już tylko „więcej rur”, lecz „zatrzymać wodę tam, gdzie spadnie”. To zmienia sposób myślenia o ulicach, skwerach i ogrodach.

  • Gdy deszczów jest mniej, a potem przychodzą z rozmachem
  • Miasto łapie wodę tam, gdzie spada
  • Mokradła wracają do miejskiej mapy klimatu

Gdy deszczów jest mniej, a potem przychodzą z rozmachem

W tle tegorocznego Światowego Dnia Wody stoi problem, który dotyka nie tylko wielkich regionów świata. Ponad miliard ludzi nadal nie ma dostępu do czystej i bezpiecznej wody pitnej, a hasło przewodnie „Woda i płeć” zwraca uwagę na nierówny dostęp do zasobów i na rolę kobiet oraz dziewcząt w gospodarce wodnej.

Poznań patrzy na ten temat przez własne doświadczenie. Z jednej strony region ma jedną z najniższych średnich rocznych sum opadów w Polsce, z drugiej – coraz częściej pojawiają się deszcze nawalne. W statystykach widać wzrost liczby dni z opadem przekraczającym 50 mm na dobę, rośnie też jego średnia intensywność. Przybywa równocześnie całkowicie suchych dni, co oznacza coraz ostrzejsze wahania między niedoborem a nadmiarem wody.

Takie zmiany wpisują się w scenariusze klimatyczne, które od lat wskazują na większą częstotliwość opadów ekstremalnych i dłuższe okresy bez deszczu. Opady w stolicy Wielkopolski od dawna obserwuje stacja lotniskowa Poznań–Ławica należąca do IMGW–PIB. To ważne, bo w jednym mieście suma opadów potrafi różnić się lokalnie nawet o ponad 20 procent, a dopiero dłuższy zapis pokazuje prawdziwy kierunek zmian.

Miasto łapie wodę tam, gdzie spada

Poznań coraz wyraźniej stawia na rozwiązania, które nie odprowadzają wody jak najszybciej do kanalizacji, ale zatrzymują ją w terenie. W centrum tego myślenia jest zielono–niebieska infrastruktura, a nie wyłącznie klasyczne rury.

W mieście przybywa zielonych torowisk, a odbruki zmniejszają powierzchnię, z której woda natychmiast spływa do odpływów. Do tego dochodzą rozwiązania mikroretencyjne, które pomagają zatrzymać deszcz w pobliżu miejsca, gdzie spadł. W Poznaniu działają już między innymi:

  • niecki retencyjne przy hali sportowej przy XII Liceum Ogólnokształcącym,
  • rozwiązania retencyjne na skwerze przy ul. Norwida,
  • dwa duże zbiorniki retencyjne pod płytą Starego Rynku,
  • naziemna instalacja zbierająca wodę na Łacinie przy galerii handlowej.

To nie są wyłącznie techniczne inwestycje. Każda z nich oznacza mniej przeciążoną kanalizację podczas ulew, ale też większą szansę, że woda zasili zieleń zamiast błyskawicznie odpłynąć z miasta. W czasach suchych dni ten sam zapas staje się cenny dla drzew i trawników.

Ważną częścią tej układanki jest też mała retencja. Miasto promuje i dofinansowuje zbiorniki na deszczówkę montowane przy domach. O wsparcie mogły starać się osoby prywatne, wspólnoty, spółdzielnie mieszkaniowe oraz społeczne inicjatywy. Zebrana deszczówka może później posłużyć do podlewania ogrodu albo zieleni przy budynku, odciążając wodociągi i zmniejszając zużycie wody pitnej do prostych prac gospodarczych.

Mokradła wracają do miejskiej mapy klimatu

Poznań znalazł się także w gronie 31 nowo akredytowanych miast mokradłowych. To ważny sygnał, bo pokazuje, że ochrona terenów podmokłych przestaje być traktowana jako temat poboczny, a zaczyna być częścią polityki klimatycznej i przyrodniczej miasta.

Mokradła to nie tylko bagna i torfowiska. Do tej grupy należą również jeziora, rzeki, tereny zalewowe i moczary. Ich rola jest większa, niż zwykle się przypomina – ograniczają emisję gazów cieplarnianych, pomagają łagodzić skutki suszy, spowalniają wzrost temperatury i wspierają bioróżnorodność. Są też magazynem węgla wycofanego z atmosfery. To dlatego ich znikanie budzi tak duży niepokój. Według WWF mokradła zajmują zaledwie około 4 procent powierzchni Polski i należą do najszybciej zanikających ekosystemów na świecie.

W Poznaniu cenne tereny podmokłe można znaleźć między innymi w rejonie:

  • strumienia Junikowskiego,
  • rzeki Bogdanki,
  • Lasku Piątkowskiego,
  • rezerwatu Żurawiniec,
  • użytku ekologicznego Traszki Ratajskie,
  • doliny Warty,
  • dolin rzek Głównej i Cybiny.

Żeby znaleźć się w tym gronie, miasto musiało pokazać nie tylko, że chroni te obszary, ale też że prowadzi edukację o ich znaczeniu. To ważne, bo bez takiej świadomości mokradła przegrywają z presją zabudowy, osuszania i prostych nawyków, które przez lata traktowały wodę jak problem do szybkiego usunięcia.

Pomocna ma być też nowa usługa Wydziału Klimatu i Środowiska Urzędu Miasta Poznania. W narzędziu „Klimat w Poznaniu” można sprawdzić statystyki meteorologiczne dotyczące miasta – między innymi średnią temperaturę powietrza, liczbę dni bez opadów oraz noce tropikalne, czyli te, w których temperatura nie spada poniżej 20°C. To wygodny sposób, by zobaczyć, jak zmieniają się warunki w mieście i jak bardzo klimat różni się od codziennej pogody.

Właśnie w tym tkwi sens całego podejścia: pojedynczy deszcz niczego jeszcze nie tłumaczy, ale lata pomiarów już tak. A z nich wynika jasno, że Poznań musi równocześnie bronić się przed suszą i przygotowywać na ulewę.

na podstawie: Urząd Miasta w Poznaniu.

Autor: krystian