Hamlet w krzywym zwierciadle - Teatr Polski podaje śmierć przez śmiech

Hamlet w krzywym zwierciadle - Teatr Polski podaje śmierć przez śmiech

FOT. Kultura Poznań

Na scenie Teatru Polskiego w Poznaniu klasyczny dramat Szekspira dostaje mocne przekręcenie. W Very, Very Hamlet Dominika Knapik i Patrycja Kowańska zamieniają historię o duńskim księciu w czarną komedię o tym, jak dziś patrzymy na śmierć - i jak chętnie próbujemy ją oswoić żartem. 🎭🖤

  • “Very, Very Hamlet” bierze Szekspira na warsztat i wywraca go na drugą stronę
  • Żywy rytm, metalowy puls i sceniczne żonglowanie konwencjami
  • Najciekawiej robi się wtedy, gdy spod żartu przebija się prywatny ton

“Very, Very Hamlet” bierze Szekspira na warsztat i wywraca go na drugą stronę

Spektakl zaczyna się od chłodnego, niemal odczarowującego spojrzenia na umieranie. Zamiast metafizyki dostajemy ciało, procesy fizjologiczne i opowieść o tym, co dzieje się z ludzkimi szczątkami już po wszystkim. Ta perspektywa ustawia całość od razu w mocno współczesnym tonie - bez patosu, za to z ironią i wyraźnym dystansem.

Twórczynie sięgają po Szekspira nie po to, by opowiedzieć Hamleta od nowa, tylko żeby użyć go jako narzędzia do rozmowy o śmierci we współczesnej kulturze. W tym świecie wszystko jest trochę przewrotnie przestawione: zamiast ciężaru tragedii pojawia się lekkość czarnej komedii, zamiast wielkich deklaracji - szybkie puenty i zgrywa.

Żywy rytm, metalowy puls i sceniczne żonglowanie konwencjami

Forma przedstawienia trzyma się estetyki teatru postdramatycznego. Nie ma tu klasycznej fabuły prowadzonej od punktu A do punktu B, są za to krótkie sceniczne epizody, zmiany ról i rytm przypominający serię numerów. Aktorzy grają wiele postaci, a sam pomysł, by Hamleta wykonywali pracownicy domu pogrzebowego, dodaje całości kolejny poziom autoironii.

Najmocniej pracuje tu warstwa dźwiękowa i muzyczna 🎶. Słychać wyraźne nawiązania do metalowej estetyki, ale w wersji złagodzonej, bardziej atmosferycznej niż agresywnej. Duże wrażenie robią też sceny, w których aktorzy poruszają ustami, a z głośników płyną przetworzone, niemal kreskówkowe dialogi. Do tego dochodzą krótkie projekcje filmowe, zestawiające żywą scenę z rozpoznawalnymi ekranizacjami Hamleta - od klasyki po bardziej nieoczywiste warianty.

Najciekawiej robi się wtedy, gdy spod żartu przebija się prywatny ton

W tym całym scenicznym żonglowaniu największą siłę mają momenty najbardziej osobiste. Wideo z mieszkań aktorów, w których mówią o własnym stosunku do śmierci, o pamięci rodzinnych odejść i o trudnościach z mówieniem o umieraniu, brzmią najpoważniej. W takich fragmentach pojawiają się m.in. Michał Kaleta, Monika Roszko i Mariusz Adamski - i właśnie wtedy spektakl zyskuje ludzką temperaturę.

Patrycja Kowańska dopisuje do Szekspira współczesne komentarze, krótkie puenty i bardziej dosadne wtręty, co wyraźnie rozbija klasyczny patos. Dzięki temu napięcie między językiem wysokim i niskim działa tu bardzo sprawnie. Problem w tym, że nie wszystkie pomysły dostają równie mocną puentę - po energicznym otwarciu całość miejscami zaczyna się rozpływać i robi się bardziej pokazem pomysłów niż opowieścią, która naprawdę zostaje na dłużej.

Mimo tego Very, Very Hamlet to ciekawy teatralny skręt - trochę śmiechu, trochę mroku, sporo gry z konwencją i pytanie o to, czy dziś w ogóle umiemy jeszcze mówić o śmierci bez ucieczki w żart. Dla widza z Poznania to propozycja, która dobrze pokazuje, jak klasyka potrafi zostać wywrócona na opak, a przy okazji nadal dotykać spraw bardzo bliskich.

na podstawie: Kultura Poznań.

Ilustracja wykorzystana w artykule została pobrana z zewnętrznego źródła (Kultura Poznań). W przypadku zastrzeżeń dotyczących praw do zdjęcia prosimy o kontakt.