Marilyn za kulisami własnej legendy. Teatr Nowy odsłania Normę Jeane

Marilyn za kulisami własnej legendy. Teatr Nowy odsłania Normę Jeane

FOT. Kultura Poznań

Na Trzeciej Scenie Teatru Nowego w Poznaniu Marilyn Monroe siedzi przed publicznością, ale nie wygląda jak ikona z plakatu. Jest spięta, skupiona i najwyraźniej nie ma ochoty wychodzić na scenę. Właśnie z tego pęknięcia między gwiazdą a kobietą rodzi się „Marilyn Monroe plays Checkov tonight” - muzyczny monodram Agnieszki Różańskiej w reżyserii Karola Bijaty. 🎭

  • „Marilyn Monroe plays Checkov tonight” zaczyna się wtedy, gdy powinien zabrzmieć trzeci dzwonek
  • Różańska gra między Normą a Marilyn i nie gubi żadnej z nich
  • Czerwony finał przesuwa akcent z legendy na człowieka

„Marilyn Monroe plays Checkov tonight” zaczyna się wtedy, gdy powinien zabrzmieć trzeci dzwonek

Spektakl korzysta z kilku źródeł: „Ćwierć wieku później” Andrzeja Lajborka, „Mewy” Antoniego Czechowa oraz dokumentacji życia Marilyn Monroe. Nie układa jednak biografii w prostą opowieść od dzieciństwa do sławy. Zamiast tego zatrzymuje się w miejscu, gdzie kończy się przygotowanie do roli, a zaczyna pytanie o własną tożsamość.

Marilyn ma zagrać Czechowowską „Mewę”, powtarza tekst i próbuje wejść w sceniczną postać. Jednocześnie sama tkwi pomiędzy kilkoma wersjami siebie: Normą Jeane Mortenson, rozpoznawalną blondynką, obiektem pragnień i kobietą, która chce wreszcie odzyskać kontrolę nad własną historią.

To mocny punkt wyjścia. Wizerunek Marilyn od dawna przesłania osobę, która za nim stoi. Zbiorowa wyobraźnia chętnie zatrzymuje się na seksapilu, sławie i perfekcyjnie ustawionym uśmiechu. Spektakl zagląda głębiej - w trudne dzieciństwo, samotność, małżeństwa, ambicję, głód miłości i niepewność. ✨

Różańska nie próbuje jednak zbudować kolejnego pomnika ikony. Jej bohaterka jest chwilami uwodzicielska, bezczelna i świadoma własnej atrakcyjności, ale za moment odsłania kruchość. Aktorka zmienia rytm, temperaturę i sposób prowadzenia opowieści. Potrafi rozbawić, a chwilę później wyhamować i pokazać kobietę, która nie jest pewna, czy nadal chce być Marilyn.

Różańska gra między Normą a Marilyn i nie gubi żadnej z nich

Największą siłą przedstawienia pozostaje aktorstwo Agnieszki Różańskiej. W kameralnej przestrzeni Trzeciej Sceny nie może schować się za rozmachem dekoracji ani tłumem postaci. Cała uwaga skupia się na niej - na głosie, geście, pauzie i precyzyjnie prowadzonej emocji.

Równie dobrze wypada warstwa muzyczna. Różańska śpiewa z dużą swobodą, a kolejne utwory nie są zwykłymi przerywnikami w biograficznej historii. Każdy ma własny ciężar i dramaturgię. Muzyka Aliny Dzięcioł i Przemysława Śledzia pomaga aktorce być przede wszystkim wokalistką i artystką, a nie sceniczną kopią Marilyn Monroe. 🎶

Na scenie towarzyszy jej Przemysław Śledź. Jego postać wnosi do spektaklu absurd, lekkość i element zaskoczenia, którego nie warto zdradzać przed wizytą w teatrze. Razem tworzą duet z wyraźną chemią, a ich spotkanie pozwala jeszcze raz przyjrzeć się temu, czym właściwie jest „Marilyn” - kostiumem, rolą, fantasmagorią czy figurą, którą można na siebie założyć.

Czechow okazuje się przy tym bardzo trafnym partnerem. „Mewa” nie pozostaje wyłącznie tekstem do nauczenia. Jej bohaterowie, podobnie jak sama Marilyn, próbują znaleźć dla siebie miejsce, walczą o uznanie i zmagają się z poczuciem, że nie są wystarczająco dobrzy. Te teatralne wątpliwości szybko nabierają osobistego wymiaru.

Czerwony finał przesuwa akcent z legendy na człowieka

Scenografia i kostiumy Natalii Borys dobrze wykorzystują możliwości niewielkiej sceny. Są funkcjonalne, spójne i pozwalają płynnie zmieniać sytuacje. Retroklimat dopełniają fragmenty nagrań telewizyjnych, w których pojawia się również Bartosz Włodarczyk. Za szczegóły scenograficzne odpowiadała Natalia Krynicka.

Nie wszystkie partie tekstu mają tę samą siłę. Niektóre żarty mogłyby być ostrzejsze, a kilka fragmentów zyskiwałoby na skróceniu. Trafiają się też momenty bardziej banalne, zwłaszcza gdy zestawić je z naprawdę ciekawą opowieścią o wizerunku i prawie do własnych ambicji. To jednak rysa, nie pęknięcie. Różańska skutecznie przeprowadza widza także przez słabsze miejsca.

Pod koniec Marilyn wychodzi na scenę w czerwonej sukni. Jest pewna siebie i gotowa, ale nie taka sama jak przed trzecim dzwonkiem. Tym razem można pomyśleć, że to nie legenda przejmuje kontrolę nad Normą Jeane, lecz Norma sama decyduje, kiedy chce zostać Marilyn. ❤️

„Marilyn Monroe plays Checkov tonight” zostawia apetyt na więcej podobnych historii - takich, które pozwalają spojrzeć pod powierzchnię postaci znanych niemal wszystkim, a jednak wciąż nie do końca rozpoznanych. Teatr Nowy proponuje spotkanie z ikoną, ale przede wszystkim z człowiekiem, który przez lata próbował nie zniknąć pod własnym wizerunkiem.

na podstawie: Kultura Poznań.

Ilustracja wykorzystana w artykule została pobrana z zewnętrznego źródła (Kultura Poznań). W przypadku zastrzeżeń dotyczących praw do zdjęcia prosimy o kontakt.

Treści na stronie są opracowywane z wykorzystaniem sztucznej inteligencji