Arabela w Teatrze Animacji rozkręca bajkowy chaos z popkulturowym twistem

Arabela w Teatrze Animacji rozkręca bajkowy chaos z popkulturowym twistem

FOT. Kultura Poznań

W Teatrze Animacji w Poznaniu „Arabela” nie wchodzi grzecznie do repertuaru, tylko od razu miesza światy ludzi i bajek. To przedstawienie zbudowane na nostalgii, żarcie i bardzo współczesnym mrugnięciu okiem - od popkultury po AI 📺🎭

  • Ta „Arabela” nie udaje muzeum serialowej klasyki, tylko pędzi przez 13 odcinków naraz
  • „Arabela” w Teatrze Animacji lubi czarne charaktery i dobrze wie, jak zamieszać
  • Sceniczny rozmach robi tu robotę, a finał zostaje w głowie

Ta „Arabela” nie udaje muzeum serialowej klasyki, tylko pędzi przez 13 odcinków naraz

Spektakl trwa 2,5 godziny i ma zaplanowaną przerwę, bo taki maraton wymaga chwili oddechu i od widowni, i od aktorów. Piotr Ratajczak zmieścił w tej wersji aż 13 godzinnych odcinków serialu, więc akcja nie zwalnia ani na moment - kostiumy, światy i role zmieniają się tu jak w kalejdoskopie.

Na pierwszy plan wychodzi sentyment do czechosłowackiej „Arabeli”, ale nie w wersji sentymentalnej pocztówki. Zamiast tego pojawiają się współczesne wstawki, popkulturowe skojarzenia i filtr dzisiejszego patrzenia na baśń, łącznie z AI. W praktyce oznacza to spotkanie klasyki z rzeczami z zupełnie innej półki - od „My Little Pony” po hobby horse ✨

„Arabela” w Teatrze Animacji lubi czarne charaktery i dobrze wie, jak zamieszać

W tej wersji pierwsze skrzypce grają nie tylko księżniczki, ale też postaci z ostrym charakterem. Ksenia, Rumburak, Czarownica, diabeł Janusz Blekota czy Karol Majer tworzą świat, który od początku jest lekko wykrzywiony, jakby ktoś przestawił w nim porządek i już nie chciał go oddać.

Arabela też nie jest tu tylko grzeczną bohaterką z tytułu. Jej autoironia dużo mówi o tonie całego spektaklu:

“matko, jaka jestem banalna”
“jestem fatalnie napisana”

Takie wstawki podkręcają tempo i dobrze spinają historię o świecie, w którym bajka przenika się z rzeczywistością. Kiedy Karol używa zaczarowanego dzwonka, granice zaczynają się rozjeżdżać - pojawia się Rumburak, Karol staje się psem, Królowa gołębiem, a cały ten baśniowy mechanizm zaczyna działać na pełnych obrotach.

Sceniczny rozmach robi tu robotę, a finał zostaje w głowie

Na scenie widać, że to duża produkcja jak na możliwości Teatru Animacji. Pokój z lat 80., boazeria, meblościanka i wielki telewizor w mig przechodzą w kolorowy, rozświetlony świat baśni. Jest sztruksowy jamnik, gołąb, muppet opowiadający bajki, a nawet wideo, w którym bohaterowie lądują w Poznaniu i jadą autobusem, by za chwilę zostać sprawdzeni z biletów.

Mocno wybrzmiewa też finał - rozbudowana piosenka zbiera najważniejsze emocje i motywy całej historii. Szkoda tylko, że muzycznych momentów nie ma więcej, bo właśnie one najmocniej chwytają widownię i zostawiają po sobie to przyjemne wrażenie, że bajka jeszcze przez chwilę nie chce się skończyć 🎶

na podstawie: Kultura Poznań.

Ilustracja wykorzystana w artykule została pobrana z zewnętrznego źródła (Kultura Poznań). W przypadku zastrzeżeń dotyczących praw do zdjęcia prosimy o kontakt.