Uwaga! Burze (komunikat RSO)

„Zdzisiek” w Teatrze Nowym zamienia historię Poznania w łobuzerską balladę

„Zdzisiek” w Teatrze Nowym zamienia historię Poznania w łobuzerską balladę

FOT. Kultura Poznań

Na scenie nie oglądamy kolejnej rekonstrukcji Poznańskiego Czerwca. Zamiast wielkiej historii pojawia się szesnastoletni chłopak, który chciał zostać aktorem, trafił na ulice miasta i omyłkowo został uznany za zmarłego. „Zdzisiek” Tomasza Mana bierze tę niezwykłą biografię na własnych warunkach - z muzyką, humorem i dystansem wobec rocznicowej powagi.

  • Tomasz Man prowadzi „Zdziśka” przez Poznań pełen przypadku
  • Muzyka nadaje tej historii rytm dawnej ballady
  • Obsada rozciąga między farsą a pamięcią o przemocy

Tomasz Man prowadzi „Zdziśka” przez Poznań pełen przypadku

Punktem wyjścia spektaklu jest autentyczna historia Zdzisława Wardejna, dziś znanego aktora i reżysera. W czerwcu 1956 roku nastolatek został zatrzymany przez milicję i przez trzy dni przebywał w areszcie. W tym czasie rodzina dowiedziała się o jego rzekomej śmierci, rozpoznała ciało innego mężczyzny i zorganizowała pogrzeb. Zdzisiek wrócił do domu dopiero po ceremonii. Przez następne tygodnie pozostawał jednak martwy w sensie urzędowym - sąd przywrócił go do życia dopiero w sierpniu.

To materiał na dramat, czarną komedię albo opowieść łotrzykowską. Man wybiera tę ostatnią możliwość. Nie skupia się na politycznych przyczynach protestu ani na pełnym przebiegu wydarzeń. Poznański Czerwiec staje się tłem dla historii jednostki - chłopaka, który znalazł się w samym środku ulicznych zamieszek trochę przez ciekawość, trochę przez przypadek, a trochę dlatego, że zawsze było mu po drodze z kłopotami.

W tej wersji Zdzisiek jest rezolutnym rojberem. Bartosz Włodarczyk gra go z energią, która dobrze pasuje do bohatera chodzącego własnymi ścieżkami. Chłopak nie przejmuje się szkołą, pali papierosy, pije piwo, rzuca pierogami w stołówce i bez większego namysłu oznajmia, że chce być aktorem. Dla matki, granej przez Martynę Zarembę-Maćkowską, to kolejny dowód jego nieodpowiedzialności. Dla niego - całkiem realny plan na życie.

Rodzinny konflikt szybko wymyka się spod kontroli. Padają ostre słowa, dochodzi do rękoczynów, a Zdzisiek opuszcza dom. Wkrótce trafia w okolice Targów, gdzie spotyka francuskiego gościa, dostaje paczkę papierosów Gauloises i bierze mapę miasta. Przedmioty, które dla niego są przypadkowymi pamiątkami dnia, dla milicji stają się dowodami szpiegostwa. 🎭

Kiedy demonstranci ruszają na Jeżyce, chłopak idzie razem z nimi. Pod komendą UB na Kochanowskiego słychać strzały, pojawia się pomysł budowy barykad, a nad ulicami zaczynają krążyć czołgi. Zdzisiek ukrywa się w bramie i spotyka przestraszoną dziewczynę. Próbuje ją pocieszyć, choć jego opiekuńczość ma również typowo młodzieńczy, podrywający odcień.

Muzyka nadaje tej historii rytm dawnej ballady

Spektakl rozgrywany jest na Scenie Nowej im. Sławy Kwaśniewskiej Teatru Nowego. To nie jest realistyczna rekonstrukcja Poznania z 1956 roku. Kostiumy Anetty Man, kolorowe i stylizowane na epokę, budują raczej teatralną fantazję o czasach betonu, czynów społecznych i eleganckich póz. W prologu anonimowe postaci flirtują bez słów, jakby świat za chwilę nie miał eksplodować gniewem.

Najważniejszym spoiwem przedstawienia pozostaje muzyka. Aktorki i aktorzy śpiewają, a gitarzysta Grzegorz Kopala, występujący także w dublurze z Szymonem Witczyńskim, towarzyszy wydarzeniom z boku sceny. Powracający motyw przywodzi na myśl spaghetti western, ale ma też w sobie coś z piosenki otwierającej serial „Stawiam na Tolka Banana”. Dzięki niemu kolejne epizody układają się w balladę o chłopaku, który wpada z jednych tarapatów w następne, a jednak za każdym razem wychodzi z nich cało. 🎸

Ta muzyczna rama pozwala opowiadać o historii bez patosu. Zamiast pomnika dostajemy bohatera z krwi i kości - bezczelnego, ciekawskiego, czasem śmiesznego, ale także odważnego. Nawet po trzech dniach przesłuchań nie traci języka. Wardejn, człowiek teatru i kina, otrzymuje tu własną sceniczną legendę.

Obsada rozciąga między farsą a pamięcią o przemocy

Drugoplanowe postaci są wyraziste i często mocno przerysowane. Matka Zdziśka pozostaje chłodna, dumna i bezwzględna, podczas gdy ciotka, grana przez Oliwię Nazimek, wnosi do opowieści ciepło oraz praktyczny rozsądek. Pielęgniarka Marii Rybarczyk, komunistyczny aparatczyk Tomasza Mycana i krewny w wykonaniu Sebastiana Greka tworzą galerię figur rodem z farsy.

Taki styl ma swoją cenę. Śmierć, strach i przemoc zostają rozładowane komediowymi scenkami, a opowieść płynie szybko, nie zatrzymując się na dłużej przy tragicznym wymiarze wydarzeń. Oryginalne fotografie uczestników protestu, wykorzystywane w projekcjach Zuzanny Piekarskiej, oraz głos Radia Wolna Europa przypominają, że za przygodową fasadą kryje się prawdziwy dramat. Nie zawsze jednak udaje się go mocno zakotwiczyć w fabule.

Mimo tego „Zdzisiek” działa jako sprawnie zagrana i atrakcyjna teatralnie opowieść o tym, że wielka historia często wdziera się w życie bokiem. Przez pomyłkę, nieporozumienie, przypadkowe spotkanie. W Teatrze Nowym Poznański Czerwiec nie zostaje zamknięty w podniosłym obrazie. Zostaje oddany pojedynczemu człowiekowi - chłopakowi, który miał zostać pochowany, a tymczasem wrócił do domu i ruszył dalej, pogwizdując. 🙂

na podstawie: Kultura Poznań.

Ilustracja wykorzystana w artykule została pobrana z zewnętrznego źródła (Kultura Poznań). W przypadku zastrzeżeń dotyczących praw do zdjęcia prosimy o kontakt.

Treści na stronie są opracowywane z wykorzystaniem sztucznej inteligencji