Cztery weekendowe propozycje, które zostają w głowie długo po seansie

FOT. Powiat Poznań
W Poznaniu i nie tylko weekend potrafi ułożyć się z rzeczy pozornie zwyczajnych – płyty, książki, filmu i prostej gry karcianej. Właśnie w takich wyborach kryje się najwięcej emocji, bo żadna z tych propozycji nie krzyczy, a jednak każda coś po sobie zostawia. To zestaw dla tych, którzy wolą historie z oddechem niż szybki efekt.
- Muzyka, która nie szuka hałasu, tylko zostaje pod skórą
- Książka, która zamiast łez daje ciszę i przestrzeń do myślenia
- Dorastanie, fantazja i prosta gra, która nie daje o sobie zapomnieć
Muzyka, która nie szuka hałasu, tylko zostaje pod skórą
Tomasz „Lipa” Lipnicki wraca z drugim solowym albumem i od razu widać, że tym razem postawił na bardziej klasyczne brzmienie. Po wcześniejszym, bardziej eksperymentalnym projekcie, pełnym melorecytacji i momentami przypominającym słuchowisko, „Pola bitew” brzmią spokojniej, cieplej, bardziej melodyjnie. To płyta, która nie próbuje udowadniać niczego na siłę.
„Pola bitew” to płyta o nieustannej walce – w sobie, ze sobą, ze swoimi emocjami i pożądaniami – o akceptację, miłość i uznanie.
W tym zdaniu jest właściwie cały ciężar tej muzyki. Lipnicki prowadzi słuchacza przez odwagę, strach, tęsknotę i pytania o człowieczeństwo, ale robi to bez nachalności. Są tu piękne melodie, chwilami akustyczne brzmienia i teksty, które zostają w pamięci na dłużej niż jeden odsłuch. To jedna z tych płyt, do których wraca się nie po efekt, lecz po sens.
Książka, która zamiast łez daje ciszę i przestrzeń do myślenia
Mélissa Da Costa w „Całym tym błękicie” bierze temat ciężki od pierwszej strony, ale nie idzie na skróty. Emil ma 26 lat i nieuleczalnie choruje na przedwczesnego alzheimera. Zamiast terapii i kolejnych obietnic wybiera ostatnią podróż, szukając kogoś, kto po prostu pojedzie z nim dalej, bez zbędnych pytań i bez prób naprawiania wszystkiego na siłę.
Na jego ogłoszenie odpowiada Joanne – milcząca, smutna dziewczyna, która staje się towarzyszką tej drogi. Wyprawa kamperem przez francuskie Pireneje szybko przestaje być tylko przejazdem z punktu A do punktu B. Ważniejsze stają się rozmowy, drobne gesty, krajobrazy i napięcie między dwojgiem ludzi, którzy dopiero uczą się siebie nawzajem. Autorka nie buduje fabuły na spektakularnych zwrotach. Zamiast tego daje czytelnikowi spokój, obserwację i wrażenie, jakby siedziało się nad wodą razem z bohaterami, wsłuchując w zwyczajne życie.
To książka dla tych, którzy cenią delikatnie prowadzoną relację i literaturę, która nie wyciska emocji, tylko pozwala je przeżyć po cichu. W tle zostają stare francuskie miasteczka, przyroda i bardzo ludzka potrzeba, by choć na chwilę zatrzymać się przy własnej codzienności.
Dorastanie, fantazja i prosta gra, która nie daje o sobie zapomnieć
Polska komedia „LARP. Miłość, trolle i inne questy” w reżyserii Kordiana Kądzieli bierze na warsztat świat fantazji, ale nie po to, by uciec od rzeczywistości. Jej bohater, siedemnastoletni Sergiusz, w świecie gier LARP jest bohaterem na miarę legendy – odważnym, silnym i niepokonanym. Po wyjściu z tej wyobrażonej rzeczywistości wszystko robi się trudniejsze: w domu pojawia się brak akceptacji ze strony ojca i brata, w szkole zaś dochodzi przemoc ze strony rówieśników.
Sytuacja komplikuje się jeszcze bardziej, kiedy w klasie pojawia się Helena. Sergiusz zakochuje się w niej od pierwszego wejrzenia, a historia zyskuje lekkość, humor i ciepło, które dobrze równoważy temat dorastania. To film oparty na błyskotliwych dialogach i wyraźnie osadzony w emocjach nastolatka, który musi nauczyć się funkcjonować nie tylko w świecie magii i miecza, ale też w zwyczajnym, często dużo trudniejszym życiu.
Na drugim biegunie jest „Flip 7” – gra karciana prosta w zasadach, ale zaskakująco złośliwa dla szczęścia. W talii są karty od 0 do 12, do tego dochodzą karty akcji i bonusów. Mechanika opiera się na kuszeniu losu: gracz dobiera kolejne karty i sam decyduje, kiedy się zatrzymać. Jeśli przesadzi i wyciągnie kartę o już posiadanej wartości, runda przepada. Jeśli uzbiera siedem kart z punktami albo zdecyduje się spasować w odpowiednim momencie, może wyjść na prowadzenie.
To właśnie ten prosty pomysł sprawia, że zabawa szybko nabiera tempa. Partia kończy się dopiero wtedy, gdy ktoś dobije do 200 punktów, więc napięcie wraca przy każdym rozdaniu. „Flip 7” jest lekkie, szybkie i zaskakująco wciągające – dokładnie takie, jakie dobrze sprawdza się na weekendowym stole.
na podstawie: Powiat Poznań.
Ilustracja wykorzystana w artykule została pobrana z zewnętrznego źródła (Powiat Poznań). W przypadku zastrzeżeń dotyczących praw do zdjęcia prosimy o kontakt.
Ostatnie Artykuły

W Baraku Kultury wraca slam poetycki i zaczyna się walka o najlepszy głos

Punk, który spotka dawne brzmienia w Auli UAM

Na budynkach poznańskiego urzędu zawisną flagi przed trzema kwietniowymi datami

Wawrzyniaka zmienia się w spokojniejszą ulicę z kostką, zielenią i skwerem

Poznań na siedem grzechów - festiwal książki wchodzi do miasta

Ilona Wiśniewska w Poznaniu - Północ zabrzmiała bliżej, niż myślisz

Garaż i opuszczony budynek zdradziły 28 kilogramów nielegalnego towaru

Luxtorpeda wraca do Poznania z płytą, która nie bierze jeńców

Remonty i łatane ubytki rozjadą piątek na wielu poznańskich ulicach

Cztery weekendowe propozycje, które zostają w głowie długo po seansie

Mehtap Baydu pokazuje opór wobec patriarchatu w Arsenale

Na Wildzie zakwitły pierwsze akcenty wiosny z budżetu obywatelskiego

Przystanek Wilczak/Serbska przesunięty przed skrzyżowanie z Wilczakiem

